Burza wokół Teatru Współczesnego

Ci, którzy oczekiwali efektu „wow”, nowej architektonicznej ikony miasta, monumentalnej budowli z rozmachem – srodze się zawiedli. Według nich projekt nowej siedziby szczecińskiego Teatru Współczesnego przypomina raczej mauzoleum Lenina lub… krematorium. Zwolennicy zwycięskiej koncepcji porównują ją do np. wyjątkowych dzieł Bauhausu i przypominają, że projekt nowej Filharmonii również na początku budził głośno i mocno wyrażaną niechęć oraz drwiny. Na razie bitewny kurz nieco opadł, stygną emocje, napięcie zelżało. Gorące wpisy w mediach społecznościowych tracą już na agresywności. Przeciwnicy i zwolennicy projektu okopali się na swoich pozycjach i czekają. Ale na pewno za 18 miesięcy, kiedy ma się pojawić jego ostateczny kształt, znowu rzucą się sobie do gardeł.

Nie zmienia to faktu, że wojna jaka wybuchła w Szczecinie po ogłoszeniu zwycięskiego projektu jest chyba jednym z najważniejszych sporów ostatnich lat o wizję miasta, jego zagospodarowanie oraz inwestycje, które mogą stać się kolejnymi wizytówkami i atrakcjami stolicy Pomorza Zachodniego. Ostatni raz doszło do tego w 2007 roku. Wtedy wielu mieszkańców Szczecina rozgrzała do czerwoności koncepcja budowy nowej Filharmonii. Projekt, który został wybrany został odsądzony od czci i wiary, hejtowany na wszystkie strony, wyszydzony i zmieszany z błotem. Do dziś dla niektórych, to nie śmiała i nowoczesna koncepcja, która budzi dumę, uznanie i podziw, ale po prostu zwykły barak z blachy falistej. Choć z biegiem lat okazało się, że budynek wymyślony i zaprojektowany przez hiszpańskich architektów sprawdził się w Szczecinie idealnie. Mało tego, w ciągu tych kilkunastu lat jego funkcjonowania zdobył wiele nagród, w tym najbardziej prestiżową – Nagrodę Unii Europejskiej im. Miesa van der Rohe dla współczesnej architektury w 2015 roku. Natomiast roku 2023 jako jedyny obiekt z Polski, znalazł się w globalnym przewodniku c.guide na liście 200 najbardziej znaczących dzieł architektury współczesnej na świecie opracowaną przez hiszpańska Fundację Architektury Współczesnej. Nie musi to być prawidłowość, ale przecież historia lubi się powtarzać. Może więc podobny los spotka nową siedzibę szczecińskiego Teatru Współczesnego? Ale od początku.

Cisza przed burzą

W 2025 roku ostatecznie okazało się, że czas Teatru Współczesnego w budynku Muzeum Narodowego (w którym funkcjonuje od lat) dobiega końca. Miasto zdecydowało, że nowa siedziba tej ważnej instytucji kultury powstanie na Łasztowni. Jesienią 2025 roku ogłoszony został międzynarodowy konkurs architektoniczny na projekt nowej siedziby teatru. Według założeń ma to być „inwestycja, która ma szansę stać się jedną z najważniejszych kulturalnych realizacji w regionie, symboliczną wizytówką nadodrzańskich bulwarów oraz scena na miarę XXI wieku. Obiekt będzie łączyć klasyczną funkcję teatru repertuarowego z rolą otwartej, dostępnej przestrzeni miejskiej”. Nowy gmach teatru powstanie na Łasztowni, przy Nabrzeżu Celnym, w sąsiedztwie planowanego Mostu Kłodnego. W budynkach mają znaleźć się trzy sale: duża do wystawiania wielkoformatowych inscenizacji z widownią na około 450 osób, kameralna (90-200 miejsc) – przeznaczona do twórczych poszukiwań gatunkowych oraz społeczna/eksperymentalna (100-240 miejsc). Do konkursu zgłosiło się 140 pracowni architektonicznych. Do drugiego etapu dopuszczono 129 z nich. Ostatecznie Sąd Konkursowy złożony z architektów oraz przedstawicieli miasta i Teatru Współczesnego ocenił 43 projekty. Według harmonogramu zwycięski projekt miał zostać ujawniony w marcu tego roku. I tak też się stało.

Wybrali i się zaczęło

Nowa szczecińska wojna wybuchła w piątek trzynastego marca o godzinie 13 (i jak tu nie wierzyć w przesądy). W tym dniu zostały zaprezentowane wyniki międzynarodowego konkursu na opracowanie koncepcji urbanistyczno-architektonicznej nowej siedziby teatru. Wszystko w trakcie specjalnej uroczystości w Bałtyckim Porcie Kultury, czyli Cielętniku na Łasztowni. Pojawiły się tłumy chętnych, którzy chcieli osobiście i na własne oczy zobaczyć zwycięski projekt przyszłej nowej wizytówki Szczecina. I widać było, że wybór dokonany przez sąd konkursowy wielu zaskoczył i to niezbyt przyjemnie. Pierwszą nagrodę i 300 tysięcy złotych oraz zaproszenie do podpisania umowy na przygotowanie dokumentacji projektowo-kosztorysowej i sprawowanie nadzoru autorskiego otrzymała warszawska pracownia architektoniczna SAAW.

„Nagrodę przyznano za wysokie walory urbanistyczno-architektoniczne pracy przejawiające się w udanym rozbiciu programu funkcjonalnego na dwa niezależne budynki oraz wprowadzenie do przestrzeni przez nie wykreowanej terenów zielonych o wysokich, miastotwórczych walorach. Tereny te stanowić mogą pożądane uzupełnienie programu teatru o zewnętrzne, ogólnodostępne miejsca spotkania widzów z aktorami w ramach interaktywnych działań prospołecznych. (…) Zaprojektowany z naturalnych materiałów Teatr Współczesny jest budynkiem dostępnym i otwartym pomimo jego pozornej zewnętrznej surowości. Budynek zorientowany został właściwie względem nabrzeża, zgodnie z jego logiką uwzględniającą przyszły most Kłodny a wątek kadrowania elewacji jest adekwatny do funkcji teatralnej” – stwierdzili w uzasadnieniu swojej decyzji członkowie sądu konkursowego.

Zadowolenia z wybranego projektu nie krył dyrektor Teatru Współczesnego. – Jestem tak dumny. To jest rewelacyjne, to jest ludzkie, to jest wspaniałe – mówił podekscytowany Mirosław Gawęda, który był także jednym z członków sądu konkursowego.

Emocjom nie uległ prezydent Szczecina. – Nowa siedziba Teatru Współczesnego jest dla nas projektem szczególnym. Łasztownia zmienia się dziś bardzo dynamicznie i staje się nowym frontem miasta nad wodą. Potrzebuje zatem architektury odważnej, ale też mądrej i wrażliwej na kontekst miejsca. Zwycięska koncepcja pokazuje, że można połączyć te elementy – stworzyć budynek, który będzie nowoczesny, otwarty na mieszkańców i jednocześnie będący symbolem rozwijającego się Szczecina – uznał Piotr Krzystek.

W jaki sposób wybrano zwycięski projekt? Okazuje się, że nie od razu przykuł on uwagę jury, nie wybrano go „z marszu”. – Pierwszego dnia byliśmy, nie chcę powiedzieć załamani, tylko… Było nam trochę smutno. Nie znaleźliśmy czegoś takiego, co by nas przekonało za pierwszym razem. Ale mieliśmy szczęście. Zadecydowało kolejne przyjrzenia. Bo zawsze robi się kolejną rundę wokół prac i kolejną i dyskutuje. W wyniku tych dyskusji formułuje się też pewną hierarchię wartości. Co jest bardzo ważne, a co jest nieważne. Kolejny raz wracamy do projektów i okazuje się, że jest taki, który ma to, o czym wszyscy rozmawialiśmy. Cieszę, że ten projekt został wybrany w wyniku konsensusu, wszyscy członkowie jury są zadowoleni, nie było żadnych sporów – zapewnia Piotr Śmierzewski, sędzia referent, sędzia konkursowy Stowarzyszenia Architektów Polskich - SARP O/Szczecin

A jak na wybór zareagował zespół Teatru Współczesnego? Bardzo dobrze. Taki żart się pojawił, że jednak ta czerń jest bardzo typowym kolorem dla teatru, zwłaszcza dla Współczesnego. Anna Augustynowicz, która była przecież przez wiele lat jego dyrektorką, bardzo często pracowała w bardzo stonowanych scenografiach. Czarny wręcz właściwie dominował na tej scenie. Można więc to czytać też jako taki swoisty hołd dla Pani Dyrektor. Ten projekt jest naprawdę godny, przywraca Teatrowi Współczesnemu należne mu miejsce na mapie Szczecina. To jest budynek nowoczesny, funkcjonalny i przede wszystkim, bardzo wyważony. Nie ma w sobie takiej pychy teatrów np. dziewiętnastowiecznych, nie ma w sobie tępoty takich technoteatrów. Jednocześnie igra z miastem i igra z możliwością stworzenia jakiegoś zielonego miejsca dla ludzi, zarówno na parterze pomiędzy budynkami, jak i na dachach. Staje się miejscem przyjaznym. Te budynki ze sobą dialogują. Każda strona tego teatru jest otwarta na ludzi. To jest, wydaje mi się, nie do przecenienia - powiedział Michał Buszewicz, dyrektor artystyczny Teatru Współczesnego.

Zwycięski projekt i argumentacja członków sądu konkursowego jednak nie wszystkich przekonały. Jeszcze w dniu ogłoszenia wyników konkursu media społecznościowe „zapłonęły” opiniami zarówno fachowców, jak i zwykłych szczecinian.

Dla semantyki odbioru ważne jest pierwsze wrażenie. I jest nim gigantyczny sarkofag. Może krematorium? Z perspektywy dzisiejszego rozstrzygnięcia można żałować, że pierwszego miejsca nie zdobyła praca z drugiego miejsca, która kojarzyła się z trumną. Mielibyśmy podobną rodzinę znaczeń na Łasztowni. (…) Oczekiwałem raczej projektu z maksymalnie otwartą architekturą, przenikającą się z zewnętrzną przestrzenią społeczną, również pod względem funkcjonalnym, a nie mocnych brył sugerujących zamknięcie „sacrum sztuki” w monumentalnym mauzoleum, aby nie rzec – w grobowcu – stwierdził na Fb Lech Karwowski, były dyrektor Muzeum Narodowego w Szczecinie.

Szkoda, że nie było dwuetapowości tego projektu. Pomiędzy ekspertami powinien być głos ludzi ze Szczecina. Wybrać do drugiego etapu i dać możliwość wypowiedzenia się. Wiadomo, że mieszkańcy mogą mieć inne gusta, niż jury konkursu. A ciekawy to etap mógł być, usłyszeć głos ludzi, którzy mogli przyjść, obejrzeć projekty i zobaczyć w sieci - zaznaczył Andrzej Łazowski, znany szczeciński fotografik.

Ale to był dopiero przedsmak tego, co zaczęło się dziać później. Jak przed laty obrazowo stwierdził jeden z posłów „otworzyła się puszka z Pandorą”. Opinie, przede wszystkim negatywne i szydercze, zalały internet. Najłagodniejsze wskazywały, że zwycięski projekt przypomina m.in. mauzoleum Lenina, budynek elektrowni w Czarnobylu, remizę strażacką z wieżą do suszenia węży, zakład karny, ale bez krat, bunkier, kościół, klasztor, centrum handlowe, toporny budynek stworzony przez drwala, obiekt tak pasujący do otoczenia jak pięść do nosa itp. Zwolennicy zachwycali się projektem: „mądry, znakomity, idealnie skomponowany, pierwsze skojarzenie – Bauhaus, Adolf Thesmacher (jeden z najważniejszych architektów dawnego Szczecina, autor m.in. kościołów Św. Rodziny przy ul. Królowej Korony Polskiej i św. Andrzeja Boboli oraz willi i kamienic modernistycznych – przyp. aut.) byłby dumny, świetnie wpisuje się w najlepszą architekturę miasta, stylistycznie nawiązuje do sławnej świetlicy w byłej Stoczni Szczecińskiej, w bardzo fajny sposób zastosowali takie same spiralne schody jak w Filharmonii”.

Po atakach

Wybór zwycięskiego projektu podzielił nieco lokalne środowisko architektoniczne. – Od razu zaznaczam, że nie wypowiadam się na temat rozwiązań funkcjonalnych, wewnątrz które mają służyć działalności teatru. Po to byli w składzie jury konkursowego dyrektorzy teatru, aby tego dopilnować. Oceniam natomiast, jak się ta propozycja wkomponowała w istniejącą przestrzeń. Niestety, muszę przyznać, że pod tym względem wybrano jedną z gorszych, jak nie najgorszą pracę. Wszystko będzie bardzo ciemne, niemal czarne, zgodne z panującą od szeregu lat modą. Architektura oddziałuje na nasze emocje, w tym przypadku wręcz depresyjnie. Dla mnie te bryły są brzydkie, mają złe proporcje i nie przekonują mnie argumenty o nawiązaniu do Bauhausu - wyjaśnia Helena Freino, znana szczecińska urbanistka i architektka.

Dodaje, że jej zdaniem były lepsze prace. Wybrano projekt zamknięty, a miał być otwarty na otoczenie, w tym powiązany z Odrą. – Odwiedziłam wystawę prac konkursowych Nowego Teatru Współczesnego. Chciałam się zapoznać z całością nadesłanego materiału. I okazało się, że żadna z prac nie zaprezentowała rozwiązania w szerszym kontekście. To nie był konkurs „urbanistyczno-architektoniczny" tylko „architektoniczny”. Zapoznałam się również z regulaminem konkursu na stronie SARP. Okazało się, że jest w nim wymóg sporządzenia wizualizacji nowego obiektu z różnych miejsc np. z bulwarów na Starówce. Niestety, żadna z prac nie spełniła tego wymogu. Przyznał to nawet sam Architekt Miasta, którego spotkałam na wystawie prac konkursowych. A przecież kontekst jest bardzo ważny. Gmach nowego teatru będzie zlokalizowany w niedużej odległości od budynku Morskiego Centrum Nauki – dużej bryły o indywidualnym kształcie, niedaleko jest La Stadia, obok niej gmach Urzędu Celnego, sąsiadować będzie także z Trasą Zamkową i nowym Mostem Kłodnym z ponad 100 m pylonem. Projekt teatru wymagał więc wykazania się kunsztem i wyczuciem w operowaniu nową bryłą. Niestety, będziemy mieli do czynienia z kakofonią konkurujących ze sobą obiektów na Łasztowni. Nowy obiekt powinien maksymalnie neutralizować różnorodność form architektury istniejących obiektów i w miarę bezinwazyjnie wtopić się w otoczenie. A on krzyczy: ja tu jestem! – zauważa Helena Freino.

Odmienne zdanie prezentuje np. Aleksandra Kopińska-Szykuć, znana szczecińska architektka i aktywistka społeczna. – Wyboru dokonał zespół kompetentnych osób. Byli tam dyrektorzy teatru, architekci, pracownicy Urzędu Miasta. Ludzie przygotowani zawodowo do podejmowania takich decyzji w obszarach swoich kompetencji. Architekci pomogli zrozumieć to, co zostało narysowane, Dyrektorzy znając potrzeby Teatru Współczesnego mogli stwierdzić, czy przedstawiona koncepcja je realizuje, a urzędnicy zadbać o procedury i tryby. Warto pamiętać, że aby zostać architektem trzeba ukończyć pięcioletnie dość wymagające studia, odbyć praktykę zawodową, do samodzielnego projektowania – zdobyć uprawnienia. Edukacja pozwala rozumieć zagadnienia i widzieć więcej, niż to możliwe dla niewprawnego oka. A co może nas w projekcie zachwycać? Mnie – odniesienia do szczecińskiego modernizmu, dobór materiałów, nawiązanie do roli, jaką pełni Teatr Współczesny w kulturalnym życiu Szczecina, fakt, że bryła z wielu perspektyw wygląda tak samo dobrze i że gabarytami wpisuje się w dawną, widoczną nieopodal historyczną zabudowę Łasztowni. Jest to architektura wytchnienia. Nie krzyczy. Daje przestrzeń do refleksji. Czekam na realizację z radością i nadzieją – uznała Aleksandra Kopińska-Szykuć.

Krytyka za to nie zaskoczyła prezydenta Szczecina. – Spodziewałem się także głosów krytycznych, bo już przykład naszej Filharmonii pokazał, że wybory ekspertów nie zawsze idą w parze z szeroko pojętym odbiorem społecznym. Filharmonia się obroniła, jestem przekonany, że Teatr Współczesny także to zrobi – wyznał Piotr Krzystek.

Atakami nie byli także zdziwieni niektórzy członkowie sądu konkursowego. – Spodziewałem się takiej reakcji. Choć nie przeglądam mediów społecznościowych. Coś tam do mnie dochodzi. Ale ja się cieszę, że projekt budzi emocje, że nie jest obojętny. To jest chyba najważniejsze – dodaje Piotr Śmierzewski.

– Mam takie poczucie, że internetowi komentatorzy to jest kolejna odsłona takiego zjawiska, że w Polsce najwięcej jest lekarz. Zaraz potem okazuje, że najwięcej jest architektów. To bodajże Stańczyk wyszedł na krakowski rynek sprawdzić, czy lekarzy jest najwięcej. W Szczecinie mógłby chodzić z tym projektem i na pewno każdy by się wypowiedział. W dobie internetowego komentariatu ja mam wrażenie, że nie należy się tym w ogóle przejmować. Należy też pamiętać o tym, że bardzo wiele z tych komentarzy jest motywowanych politycznie w jakiś sposób, potrzebą zrobienia jakiegoś szumu medialnego. Często wynika z jakichś frustracji. Takiej rzeczowej krytyki, opartej na argumentach było bardzo niewiele. To, że się komuś kojarzy coś z krematorium, to znaczy tylko, że nie zgooglował krematorium. Krematoria raczej nie są czarne, żeby te skojarzenia wręcz od nich odwrócić. Z drugiej strony, jeśli ktoś mówi to jest jeden do jeden Teatr Szekspirowski, to znaczy, że w tym Szekspirowskim nigdy nie był. Teatr Szekspirowski jest zbudowany z ciężkiej cegły, ma taką bardziej fortyfikacyjną bryłę, zupełnie inaczej jest rozplanowany i do zupełnie innych budynków w tkance miejskiej się odwołuje. A ten teatr jest zrobiony z materiałów takich jak drewno i stal. To nie jest cegła, to jest zupełnie inna bryła. Teatr Szekspirowski raczej oszczędnie posługuje się przeszkleniami. Ten teatr właściwie na przeszkleniach buduje całą swoją tożsamość. Teatr Szekspirowski jest jedną bryłą. Tutaj mamy dwa budynki dialogujące ze sobą. Naprawdę trzeba też dużo złej woli, żeby tego nie zauważyć - dodaje Michał Buszewicz.

Debata

Odpowiedzi na wiele pytań miała przynieść debata, którą zorganizowano w szczecińskiej Willi Lentza kilka dni po zaprezentowaniu wyników konkursu. Wzięli w niej udział m.in. główna projektantka zwycięskiej grupy, przedstawiciele Teatru Współczesnego, miasta oraz członkowie sądu konkursowego. Spotkanie bez emocji, a nawet nudne, mało dociekliwe za to z mini festiwalem gratulacji dla twórców zwycięskiego projektu. Organizatorzy pewnie spodziewali się sporej frekwencji. Ale tłumów nie było. Może dlatego, że debata odbyła się o godzinie 13, kiedy wiele osób jest w pracy. Ci, którzy się jednak pojawili na debacie mogli posłuchać argumentacji członków sądu konkursowego oraz głównej projektantki Martyny Dryś.

– Przy analizie działki przeznaczonej na Teatr Współczesny sięgaliśmy do archiwalnych map, które ukazały nam przepiękną, charakterystyczną budowlę, podłużnych, wydłużonych, spichlerzowych kształtów, frontem skierowaną w kierunku rzeki. Stanowiło to dla nas dość konkretną inspirację w trakcie kształtowania i budynku, i urbanistyki. Uważamy, że to wszystko razem stanowi o takiej esencji, która jest niepowtarzalna dla Łasztowni. Przy przeglądaniu wszystkich fotografii Szczecina, również archiwalnych, zauważyliśmy, że był on rozwijany na granicy rzeki Odry. Po jednej stronie mamy bardzo intensywną część Starego Miasta z bardzo dużą ilością budynków użyteczności publicznych czy sakralnych. Natomiast druga strona rzeki była zawsze tą stroną zapleczową, która gdzieś w tle migała. Oczywiście, umożliwiała funkcjonowanie miasta w jak najlepszy sposób. Natomiast nigdy nie była przeznaczona do takiej pełnej celebracji tego miejsca. My chcemy zaproponować na tym brzegu coś równie wartościowego. Może nie budynek ikonę, ale budynek, który, w pewnym sensie swoim ciężarem czy takim swoim przekazem zrównoważyłby to, co się dzieje po drugiej stronie rzeki Odry i przeciągnąłby to miasto czy życie publiczne jeszcze bardziej na teren Łasztowi – wyjaśniała Martyna Dryś.

Jej zdaniem rozbicie budynku na dwie bryły frontami skierowanymi w kierunku Odry pozwoliło na delikatne podglądanie życia teatru oraz zaciekawienie sprawami, które on porusza. – Nasz wybór padł na to, żeby wnętrza potraktować w taki bardzo ciepły sposób, wciągający, otwarty, żeby przyciągać ludzi do środka budynku. Zewnętrze budynku zostało delikatnie skontrastowane, dodanymi, materiałami fasadowymi. Dochodziły do nas głosy, które wątpiły w wybór materiałów elewacyjnych. Mamy jednak taką głęboką wiarę, że przy doborze naturalnych materiałów, takim jak drewno czy stal czerniona. Dokładamy swoją cegiełkę do tego, żeby jednak nie tworzyć budynków, które jakby odstraszają. Tylko zapraszają do tego, żeby je trochę podotykać czy wchodzić z nimi w jakąś interakcję. To łącznie składa się na charakterystyczne fronty, które zaproponowaliśmy od strony od strony Odry, w tym dużą ilość przeszkleń, które tworzą charakterystyczny rysunek fasady Teatru Współczesnego – tłumaczyła projektantka.

Co dalej?

Twórcy zwycięskiej propozycji mają teraz 18 miesięcy na szczegółowe opracowanie projektu. – Być może jeszcze zostaną wprowadzone jakieś zmiany np. w kwestii proponowanych materiałów wykończeniowych. Nie wiemy jednak jaka praktyka zostanie przyjęta przez Zamawiającego i autorów projektu. Mogą uznać, że ta praca jest na tyle doskonała, że nie wymaga żadnych zmian – stwierdziła Helena Freino.

Wątpliwości rozwiewa sędzia referent konkursu. – To nie jest wersja ostateczna. Projekt przejdzie fazę koncepcji pokonkursowej. Będzie on m.in. zawierać zalecenia sądu konkursowego. Bo nie ma nigdy idealnej pracy. Zawsze trzeba korzystać z tej okazji, żeby jakieś zalecenia do pracy wprowadzić. Ale nie zmienią one swojego wyrazu architektonicznego. Forma będzie taka sama, rozdysponowanie funkcji także. To wszystko zostanie. Również materiałowość. A kręcone schody? Szczecin w końcu ma elementy, które warto kopiować. To znaczy, że one są cenne i są zastosowane nie przez szczecińskie biuro, tylko przez pracownię z Polski. Zresztą ten motyw schodów pojawiał się w kilku jeszcze innych projektach. To dowodzi, że szczecińska architektura współczesna, czyli ta z ostatnich dwudziestu, trzydziestu lat, wykształciła takie elementy, które stają się jakby nie kopią, tylko pewną inspiracją do tego, żeby dalej budować i robić swoje rzeczy. I to jest cudowne. Kolorystyka także zostanie, bo to nie jest czarna cegła. Niektórzy nie wchodzą głębiej i nie sprawdzają, co to jest za materiał. A to będzie ciemne opalane drewno – modrzew syberyjski – zapewnia Piotr Śmierzewski.

Kiedy, trawestując słowa wielkiego polskiego dramaturga, „teatr nasz zobaczymy ogromny”? Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to za niecałe cztery lata.

Prestiż  
Kwiecień 2026